Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Cud narodzin

czwartek, 28 stycznia 2010 10:24
 

Cud narodzin

 

Zupełnie niezrozumiały jest dla  mnie cud przybycia nowej Istoty tu na Ziemię . Kolejny raz oczekujemy na to niewiarygodne zjawisko. W niedługim czasie zawita do nas dziewczynka , będzie to druga córeczka mojej młodszej córki. Starsza ma dwóch synków , a młodsza będzie miała dwie dziewczynki.

Justynka od dłuższego czasu jest już na zwolnieniu lekarskim , bo przedwczesne skurcze mogłyby spowodować przedwczesny poród. Dwa tygodnie temu dostałam telefon ,że teraz to Maleństwo postanowiło przyśpieszyć przybycie i aby Go od tego odciągnąć , należy leżeć i nic nie robić. Jak tu nic nie robić , skoro w domu jest czteroletnia Kasia ,która zupełnie nie przyjmuje do wiadomości , że mama nie może jej obsługiwać.

Nie było wyjścia. Szybko spakowałam niezbędne rzeczy , małżonek odpalił samochód i od dwóch tygodni pełnie dyżur , bo zdajemy sobie sprawę ,że przedwczesny poród to nie zupełnie wykształcone płuca. Zatem wszystko robimy by Nowa Obywatelka zawitała we właściwym czasie. Na razie pokonaliśmy te dwa tygodnie i jutro zaczyna się ostatni miesiąc ciąży. Każdy dzień w łonie mamy traktuję jak kolejny sukces.

Jak zwykle w takich chwilach przypominają mi się poprzednie porody. Opisywałam przyjście na świat mojego najstarszego wnuczka (dzisiaj ma już siedem lat) , wspominałam o urodzinach moich dzieci , a teraz mam przed oczami dni , kiedy do nas dołączyła Kasia .

Szpital w jakim był zaplanowany poród cieszy się dobrą opinią i znajduje się na bardzo wysokiej pozycji w rankingu tego typu placówek medycznych w Polsce. Dało mi to już pewne uspokojenie , chociaż wiem , że wiele rzeczy nie musi od szpitala zależeć .

Kiedy pojawiły się bóle porodowe ,zięć zjawił się z córką w szpitalu . Opłacono pokój ,w którym przyszły tata miał zapewniony nocleg wraz z małżonką i cała męczarnia ,którą tylko kobiety znają , nabrała tępa. Nas poinformowano o przebiegu po kilku godzinach. Jechaliśmy w góry ,ale natychmiast postanowiliśmy zmienić trasę. Tu zięć z córką wybili nam to z głowy , bo i tak nas tam nie wpuszczą i w niczym nie jesteśmy w stanie pomóc. Nie dające się przecenić telefony komórkowe pozwoliły nam na stały kontakt z porodówką . Wszystko przedłużało się , a ja jechałam jak na szpilkach. Obrotny zięć monitował u samego ordynatora i rzeczywiście z pomocą ten lekarz przybył. Jakieś  badanie i  decyzja o cesarskim cięciu. Miłe to uczucie, kiedy pacjent jest podmiotem i jest wysłuchany ,zrozumiany i nie jest lekceważony. W słuchawce usłyszałam decyzję i czekaliśmy na efekt. Wydawało mi się ,że trwa to wieki, aż wiadomość w słuchawce ,że jest nasza Kasia i , że ma przyznane całe dziesięć punktów. Co za ulga i co za radość. Na drugi dzień z rana pokonywaliśmy kolejne kilometry ,by osobiście pierwszą wnuczkę przywitać.

Zięć całą noc siedział przy łóżeczku i z zachwytem podziwiał dzieło , w powstaniu którego miał swój własny udział. Widziałam wzruszenie i radość. Cieszyłam się ,że młodsza córka rodziła w dużo życzliwszym otoczeniu personelu , niż starsza. Pierwszą dobę po porodzie pielęgniarki podawały dziecko i je odbierały. Przecież mama jest po operacji i ma trudności z poruszaniem. Takiego zrozumienia  nie było w przypadku porodu u córki starszej ,czego osobiście byłam świadkiem. Pielęgniarki ,które do pokoju wchodziły były sympatyczne i uśmiechnięte . Nasi panowie również żartem odwzajemniali miłą atmosferę.

-Jak dobrze , że tu trafiłaś -powiedziałam do córki.

- Tak-usłyszałam odpowiedź- tu wszyscy są sympatyczni i wszystko już dobrze , tylko sam poród nie wspominam najlepiej. Znieczulenie w kręgosłup więc wszystkiego byłam świadkiem . Nie jest to miłe uczucie , a lekarz ,który wykonywał cięcie cały czas żartował z pielęgniarką i jakieś dowcipy sobie opowiadali. To nie było przyjemne .

- To rutyna-odpowiedziałam- i tylko Tobie może tak się wydawało.

Najważniejsze, że już po wszystkim.

Szczęśliwi z narodzin Kasi wróciliśmy do domu. Zięć miał przypadkowo  długi okres wolny od pracy i postanowił sam z córką opiekę pierwszych dni przejąć. Jak zwykle kontaktowaliśmy się telefonicznie bez przerwy i byliśmy gotowi w każdej chwili służyć pomocą. Tylko ,że w tym czasie jeszcze pracowałam i jedynym wyjściem był przyjazd z dzieckiem do nas.

Pierwszy dzień po powrocie córki do domu mamy telefon, że dostała gorączkę. Wezwano lekarza i jakieś leki zaaplikowano. Teraz bohaterstwo typu, że damy sobie radę , najwyraźniej znikało i młodzi zdecydowali się przyjechać do nas. Tu nie trzeba było myśleć o jedzeniu, sprzątaniu , zakupach i innych rzeczach  , a dodatkowo można było liczyć na pomoc przy dziecku z naszej strony. Miałam wrażenie , że psychicznie lepiej się poczuli będąc przy nas.

Gorączka była już opanowana jakimś antybiotykiem i samopoczucie było chyba nie złe.

Wieczorem córka poszła do łazienki umyć się i informuje mnie ,że coś się z niej wydostaje. Nie wiedziałam co zdecydować ,ale młodzi szybko podjęli decyzję. Jedziemy na pogotowie. Dziecko zostało nakarmione i młodzi udali się do szpitala. Po godzinie zjawił się sam zięć i oznajmił ,ze to łożysko zalegało. Natychmiast przystąpiono do usunięcia, tylko nie ma pewności czy jeszcze nie zostało. Zięć przyjechał po dziecko , bo mama karmiła piersią , zatem musiało razem z nią znaleźć się w szpitalu. Na drugi dzień pod narkozą córka miała usuwane jeszcze pozostałe kawałki.

Teraz zostałam ścięta z nóg. Przypomniało mi się, że rok temu nasze miasto obiegła wiadomość, iż taki przypadek zakończył się śmiercią matki. Nieusunięte zaczęło gnić i zakaziło cały organizm. Na ratunek było za późno.

Do dzisiaj pamiętam jak bardzo przeżyłam świadomość czym to się mogło skończyć. Uświadomiłam sobie,  że żarty lekarza z pielęgniarką podczas zabiegu mogły bardzo drogo kosztować naszą rodzinę. Przypomniałam sobie, że kiedy ja urodziłam moje pierwsze dziecko , położna nałożyła na ręce rękawiczki gumowe, z następnie dokładnie oglądała łożysko. Wezwała później lekarza , który potwierdził jej przypuszczenie. Brakowało jakiejś części i niestety bardzo bolesny zabieg mnie jeszcze czekał.

Wydawało mi się ,że  w przypadku cięcia  cesarskiego taka sprawa nie powinna być niezauważona. Potwierdził to również inny lekarz. Tylko, niestety, odpowiedzialni za życie ludzkie specjaliści zlekceważyli zupełnie pacjenta .

Teraz zbliża się kolejny poród. Czy można się dziwić ,że gdy zaczną się bóle , to ja w przerażeniu będę oczekiwała rezultatów?

komentarze (23) | dodaj komentarz

Dzisiaj będzie matematycznie

sobota, 16 stycznia 2010 0:46
 

 

 

                                                                     Dzisiaj będzie matematycznie

 

Po co komu matematyka? Nie raz słyszałam takie zdania na lekcji. Do czego mi się to przyda? Tłumaczyłam niezbędność logicznego myślenia, zastosowania tej wiedzy w budownictwie, w astronomii , w przemyśle i nie tylko , ale najwyraźniej wielu nie udało się przekonać. Niezbędna systematyczność pracy wyrobiona właśnie na tych lekcjach , procentuje w przyszłym życiu. Mówiłam ,że gdy wejdziesz pierwszaku do klasy maturalnej  i tam usłyszysz powojenną historię , nie będziesz miał problemu ze zrozumieniem.  Braki wiedzy na temat starożytnego Rzymu czy Grecji nie przeszkodzą w opanowaniu zmian zachodzących po ostatniej wojnie. Inaczej ma się rzecz  z matematyką. W tym przypadku  gdy znajdziesz się wśród maturzystów ,będziesz siedział jak na tureckim kazaniu. Bo tylko systematyczna praca pozwoli na zrozumienie wykładu w klasie piątej.

Aby skuteczniej przekonać uczniów do przydatności matematyki na co dzień postanowiłam  podawać przykłady ,które potwierdzały przydatność tej wiedzy w  życiu .

Tym sposobem , zanim zaczynałam dział *stereometria *opowiadałam im prawdziwą historię z mojego życia.

Na wstępie mówiłam ,że stereometria ma za zadanie rozwinąć naszą wyobraźnię przestrzenną. Otaczają nas bryły przestrzeni trójwymiarowej , a zapisujemy wszystko na płaszczyźnie. Nie można prostopadłościanu w zeszycie narysować. Możemy jedynie posługiwać się jego rzutem. Na płaszczyźnie musimy zaznaczać kąty między ścianami .Na płaszczyźnie trzeba wykonywać rysunki domów , mostów i wielu przestrzennych brył. Nawet budę dla psa trzeba umieć najpierw w rzucie naszkicować zanim ją wykonasz.

Tu zaczyna się moje opowiadanie.(dwukropek - klawiatura nie chce go postawić)

Pewnego dnia zdecydowaliśmy się na budowę domku jednorodzinnego i architekt przygotował  nam niezbędną dokumentację. Pomieszczenia miały wiele kondygnacji i po schodach będzie wchodziło się do pokoi .

W wyobraźni widziałam swoje pokoiki i w wyobraźni meblowałam je co chwilkę inaczej.

Teraz trzeba było znaleźć odpowiednich murarzy i przystąpić do pracy.

Po długich poszukiwaniach (kiedyś z murarzami to nie było tak łatwo , a co dopiero odpowiednich znaleźć )zamówiliśmy kolejkę u takich, którzy najbardziej do gustu nam przypadli. Mieli dobra opinię , wynagrodzenie jakie sobie zażyczyli było w normie  i jeszcze mój Ślubny zwrócił uwagę na to ,że obejście u nich posprzątane , a i w domu porządek.

Nareszcie prace ruszyły. Serce się radowało jak z dnia na dzień rosły mury. A panowie najwyraźniej sprawdzali się ,prace postępowały do przodu,  nie marnowano materiału ,nie paćkano po cegłach.

Codziennie po wykonaniu niezbędnych domowych obowiązków zjawiałam się na budowie i za każdym razem widziałam jak moja wyobraźnia zamienia się w rzeczywistość.

Aż pewnego dnia przyjeżdżam i od razu dostrzegam ,że coś mi nie gra. Podchodzę do szefa, starszego pana, i pewnym głosem mówię ,że źle budują. Oj ,zdenerwowałam gościa i to bardzo. Jeszcze pewniejszym tonem zapewnił mnie ,że robią dobrze i dał mi do zrozumienia  gdzie jest miejsce *baby*. Szybko ustawił mnie do szeregu. Pokornie usiadłam na łące ,ale nie dałam za wygraną. Wzięłam teraz rysunek w rękę i dokładnie zaczęłam analizować. Jak jest źle ,to w którym miejscu. Przecież do pokoju wyżej miałam jakoś inaczej wchodzić. Po piętnastu minutach upewniłam się ,że mam rację ,wzięłam rysunek  i najpokorniej jak potrafię udałam się do pana murarza. Przeprosiłam, że jestem taka dociekliwa ,ale tak już mam i interesuje mnie dlaczego tu są trzy schodki a na rysunku sześć.

Chwilkę pan się zamyślił i zaraz odpowiedział, jeszcze nie zbyt uprzejmie, ale już z tonu troszkę zeszedł.

-Nie woli pani do pokoju po trzech schodach niż po sześciu wchodzić?

-Wolę- odpowiedziałam -tylko , że na wyższą kondygnację to już po drabinie będziemy się dostawać , bo teraz trzeba więcej stopni zaplanować.

Konsternacja. Majster wziął ode mnie rysunek i udał się na naradę do reszty pracowników. Przez jakiś czas stali w kółeczku , dyskutowali  przekazując sobie rysunek domu z ręki do ręki .

Po chwili pan majster najpokorniej jak tylko się dało zwrócił się do mnie.

-Popełniliśmy błąd, musimy to rozebrać- usłyszałam.

Cała ekipa przystąpiła do rozbierania muru. Przerywano demontaż w chwili gdy ktoś obok przechodził , no bo jak tu zwracać na siebie uwagę taką antyreklamą.

Ci ludzie nie mieli płacone za wadliwie postawiony mur. My straciliśmy na materiale, ale na szczęcie w miarę szybko błąd został naprawiony.

Od tej chwili wręczono mi rysunek do ręki i majster co chwilę do mnie podchodził pytając czy wszystko dobrze idzie.

W sumie to miałam pojęcie o budownictwie takie ,co piekarz o medycynie ,ale obserwowałam czy wymiary na rysunku zgadzają się z rzeczywistością.

Panowie wyciągnęli błędnie postawione mury parteru , posprzątali elegancko i odmówili dalszej pracy.

Uczciwie przyznali ,że jest to zbyt skomplikowany rysunek by dalej prace kontynuować. Nie chcą już popełniać błędów.

Podziękowali i poszli. Zabrakło im wyobraźni przestrzennej, wyobraźni, którą nabywa się w szkole na lekcjach geometrii.

Zatem nie tylko inżynier , projektant budowli ,naukowiec czy nauczyciel przedmiotów ścisłych musi znać matematykę. Jak widać przydaje się ona również prostemu rzemieślnikowi.

Po takim wstępie łatwiej mi było przejść do lekcji , na których omawiałam bryły i zależności w nich zachodzące.

 

komentarze (30) | dodaj komentarz

Trzeci rok minął

czwartek, 07 stycznia 2010 1:11

 

          Trzeci  rok minął

 

4 stycznia minęły trzy lata od momentu założenia bloga.

Zastanawiam się co przyniósł kolejny miniony rok. Chyba nie było jakichś ekstremalnych zdarzeń ani w rodzinie ,ani tu wśród blogowych przyjaciół , pomijając traumę u Tirenki. Co przyniesie następny?

Wiem ,że czekają nas trudności. Jak je pokonać ,nie wiem. Małżonek mówi ,żeby zawczasu nie martwić się, ale ja sądzę ,że tylko przypadek może nam pomóc.

Z dobrych rzeczy ,które nas mają czekać , to pojawienie się kolejnego członka naszej rodziny na tym Świecie. Będzie to dziewczynka i wiem ,że będzie dużo pracy i poświęceń, ale jak będzie zdrowa to podołamy wspólnymi siłami z najgorszego odchować.

 Czuje sama mój pesymizm w tym wpisie ,ale nijak nie potrafię pozbyć się wizji przyszłości.

Sylwestra spędziliśmy w górach w gronie przyjaciół. Pozbawieni tam byliśmy internetu , stąd nie składałam życzeń  noworocznych.

Czynię to teraz. Wszelkiej pomyślności i dużo zdrowia wszystkim czytającym moje wypociny.

I jeszcze jedno. Jeżeli ktoś ma ochotę ,za darmo, obejrzeć wszystkie odcinki „Brzyduli" , to odsyłam pod adres www.sblogi.pl

Tam należy nacisnąć na zdjęcie Uli i następnie na serię I , a później serię II .Wszystkie do odtworzenia. Miłego oglądania. Te pierwsze są szczególnie przyciągające widza.

komentarze (22) | dodaj komentarz

Zadania świąteczne

poniedziałek, 14 grudnia 2009 22:46
 

Zadania świąteczne

 

Buszując po internecie natrafiłam na stronę klasy, której byłam dawno temu wychowawczynią. Piętnaście lat temu zdali maturę . Spotykają się teraz ,wspominają czasy szkolne , opowiadają o ukończonych uczelniach ,podjętych pracach i o założonych rodzinach. Z przyjemnością dowiaduję się jak wielu z nich pokończyło wyższe uczelnie. Jest i doktor astronomii. Są inżynierowie ,którzy na egzaminach wstępnych i w czasie studiów musieli wykazać się znaczną wiedzą z matematyki. Mam nadzieję ,że moja praca też przyczyniła się do ich sukcesu. Może to zadania „świąteczne" , których kiedyś nie  tolerowali , otworzyły im drogę do dalszej nauki.

 

„Na spotkaniach wspominamy zadania świąteczne , z gwiazdką , serwowane przez Panią magister Urszulę P. „ - piszą moi byli uczniowie.

 

Z okazji zbliżających się Świąt wszystkim czytającym mojego bloga zadań z gwiazdką serwować już nie będę . Przeciwnie , będę życzyła odpoczynku , relaksu i spokoju.

komentarze (35) | dodaj komentarz

Powspominam wypady do lasu

poniedziałek, 30 listopada 2009 13:51
 

Powspominam wypady do lasu.

 

Oczywiście ,że chodzi mi na razie o te wypady z koszami ,nożami i odpowiednim ekwipunkiem.

Odpowiedni ekwipunek to wózeczek dla dziecka ,jadło ,picie , pieluchy i nie wiem co tam jeszcze było.

Od chwili ustalenia płodnego w grzyby kawałka lasu , wyprawy nasze były kierowane w konkretny punkt docelowy.

 Tu zrozumieją   mnie te osoby ,które tak bardzo lubią grzybobranie , jak ja z małżonkiem.

Co dwa lub trzy dni zjawialiśmy się na miejscu. Małżonek i ja pracowaliśmy po południu ,zatem od samego rana , na zasadzie opisanej w poprzednim  wpisie , docieraliśmy na miejsce.

To zajęcie radowało mnie ogromnie i nie potrafiłam odmówić sobie przyjemności pochwalenia się osiągnięciami w gronie koleżeńskim.

-Ulka  ,ale jak Ty tam z małym dzieckiem do lasu docierasz? - zapytała jedna z koleżanek.

Jak jej opowiedziałam , za głowę się złapała.(opisane w poprzedniej notce)

- Przecież my mamy samochód i chętnie  Was zawsze podwieziemy na miejsce , a i sami z przyjemnością po lesie pochodzimy.

Umowa stała. Na drugi dzień wsiada nasza trójka, koleżanka i jej mąż.

Jedziemy na miejsce i to nie byle czym tylko dużym Fiatem.

Kto zna tamte czasy ,ten wie ,że duży Fiat mógł posiadać nie byle kto.

Wiem gdzie magiczny kwadrat ma granice i tylko tam urzędujemy z mężem. Znajomi najpierw za rowem i jakoś plony nie dopisują ,ale bacznie obserwują nasze poczynania i już znają naszą tajemnice.

Ostatecznie mamy grzybów więcej ,ale co się dziwić ,kiedy my nie błądziliśmy ,nie szukaliśmy tam gdzie ich nie ma.

Zajęcia domowe tak jakoś nam się ułożyły , że kolejny raz możemy jechać za tydzień. Zapraszam więc koleżankę na wspólne grzybobranie ,ale tym razem odmawia mi kategorycznie , bo jutro mąż ma w pracy kontrole.

-No tak - pomyślałam - stanowisko dyrektorskie nie zawsze pozwoli się urwać. Trudno pojedziemy sami. Tej przyjemności nie odpuszczę.

Na drugi dzień ,skoro świt zabieramy dwa wiadra, dziecko itd...

Grzybów było w brud .Najbardziej uciążliwy był fakt ,że były bardzo małe. Cięło się i do wiadra dokładało , a tu tak słabo przybywało.Za to jak pięknie wyglądały.

Nareszcie magiczny kwadrat wyczyszczony, w wiadrach pełno i zbliża się czas umówionego pojazdu. Usiedliśmy zatem za rowem , obok nas urocza zdobycz .  Pogoda cudowna i las dookoła. Sama przyjemność i zdrowie.

W tym czasie podjeżdża na miejsce dobrze znany nam duży Fiat , a w nim koleżanka z mężem.

Gdy wysiedli zobaczyli nas i zrozumieli ,że ich wyprawa w to miejsce , tego dnia , nie miała sensu .Po przywitaniu koleżanka coś nam tłumaczyła , ale nie przywiązywałam wagi do jej słów.

Oni pojechali dalej ,a my za chwilę wsiadaliśmy do umówionego środka lokomocji.

Więcej już nie poruszałam tematu wspólnego wyjazdu.

Z biegiem czasu małżonek penetrował okolice i znalazł kolejne miejsca warte zainteresowania. Troszkę oddalone ,ale służyły nam przez długie lata. Dzieci były już duże i udzielił im się bakcyl grzybowy. Cztery wiadra zawsze wracały do domu wypełnione. A ile radości przy tym było. Tylko jakoś na pytanie gdzie jeździmy , w które miejsce, zawsze odpowiadaliśmy wymijająco.

Pewnego razu moja koleżanka stwierdziła:

-Wiesz Ulka, to był magiczny, cudowny, kwadrat. Przez lata tam jeździliśmy i zawsze coś się przywiozło. Teraz te grzybki już znikły , a szkoda.

komentarze (24) | dodaj komentarz

wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 516823

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

O moim bloogu

coś co minęło , ale i na bieżąco też troszkę

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 03.02.2010 20:10:21
  • autor: mena2529
  • treść: Bardzo fajnyy bloog ...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 23.01.2010 19:31:54
  • autor: jojoanna
  • punkty: 100
  • treść: Bardzo fajny bloog.N...