Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Dzieciaki

wtorek, 29 czerwca 2010 12:23
 

                      Dzieciaki

 

Moja starsza wnuczka w czerwcu skończyła 5 lat. Zna wszystkie drukowane litery. Potrafi czytać wyrazy napisane właśnie takimi i próbuje pisać. Pisze zarówno długopisem jak i na komputerze .Nawet jej to wychodzi. Pewnego razu mówi do Justynki :

-mama ja napisałam wyraz człowiek. Zobacz.

Człowiek to ona napisać nie mogła - pomyślała moja córka przecież ona nie zna głoski  „cz". Nie mniej jednak wypada zobaczyć jak ten jej człowiek wygląda. Idzie do komputera , a tam na ekranie widnieje:

 

                                      3OWIEK

 

Od niedzieli planujemy gdzieś wyjazd w Polskę. Życzę zatem wszystkim i sobie pięknej pogody. Jak przyjadę to dam znać . Ula



Podziel się:

komentarze (29) | dodaj komentarz

Rąbek tajemnicy z życia przyjaciółki

poniedziałek, 14 czerwca 2010 8:47
 

                     Rąbek tajemnicy z życia przyjaciółki

 

Gienia , o której wspomniałam w poprzednim wpisie to moja najlepsza, najserdeczniejsza przyjaciółka. Znane byłyśmy na studiach z tego ,że tam gdzie Ula tam Gienia ,tam gdzie Gienia tam Ula.

Tak to w życiu bywa ,że z jedną osobą z przyjemnością się przebywa  i rozmawia , a z inną niekoniecznie.

Pobyt u Gieni w domu zapieczętował naszą przyjaźń na zawsze.

Poznałam jej rodziców. Ludzi bardzo zapracowanych od rana do nocy. Dom z małym gospodarstwem wymagał gonitwy , a na dodatek mama Gieni była krawcową i zlecenia jakie miała do wykonania zajmowały cały jej czas. Postanowiłam nawet troszkę pomóc , obrzucając , wykończając lewą stronę uszytych sukienek ,garsonek , spódnic. Na początku to była przyjemność ,ale po jakimś czasie zrozumiałam ,że kilkugodzinna praca, którą wykonuje ta kobieta  , to nie lada wysiłek.

Pod wieczór wracali  z pola zapracowani i umęczeni ,ale uśmiechnięci, ojciec i brat Gieni. Ich ręce mówiły jak ciężką pracę mają za sobą.

Ponownie porównywałam życie w moim rodzinnym domu , gdzie w pracy na państwowym nikt rękawów sobie nie wyrywał.

Tak jest ,że życie na wsi jest bardzo ciężkie , a na dodatek ci ludzie mieli olbrzymie plany w stosunku do dzieci.

Gieni już  wpłacono na mieszkanie we Wrocławiu. Nie dość ,że majątek to kosztuje , to jeszcze bardzo długie lata na nie trzeba czekać. Brat pozostanie na wsi i teraz  domek jednorodzinny jest na pierwszym planie. Trzeba przyznać ,że nie wszyscy ludzie  myślą o zabezpieczeniu potomstwa i to za cenę tak ciężkiej pracy.

Gienia we Wrocławiu mieszkała u swojej samotnej cioci -siostry mamy. Dwa piętra poniżej mieszkała druga ciocia , druga siostra mamy z mężem i bardzo ładną córką. Gieni urody też nie brakowało.

Piękne loczki , złote loczki , zdobiły jej głowę .Najbardziej zazdrościłam jej cudownych zębów. Bardzo ozdabiały zawsze szczery i serdeczny uśmiech.

Kuzynka z niższego piętra bardzo szybko znalazła kandydata na męża, dosyć ładnego chłopaka i nie mając nawet dwudziestu lat stanęła na kobiercu ślubnym.

Przyjaźniąc się z Gienią bardzo dobrze znałam wszystkich jej członków rodziny , a nie rzadko i ich problemy.

Pewnego razu dowiaduję się ,że moja przyjaciółka była na jakimś szczególnym przyjęciu u cioci z dołu. Większa ilość gości , a wśród nich mama nowożeńca. W trakcie rozmowy dowiedziała się ,że ta kobieta pracuje gdzieś w spółdzielni mieszkaniowej i ma duży wpływ na kolejność przydzielania mieszkań. Zaoferowała się ,że przyjdzie z pomocą i mieszkanie da się załatwić szybciej. Niestety trzeba wkład wycofać i pieniądze umieścić  gdzieś indziej ,czym ona osobiście się zajmie.

Teraz było wiadomo ,że czas na wyczekiwanie znacznie się skrócił. Po pół roku Gienia była zawieziona na plac budowy. Mury pięły się do góry jak w piosence. O jak dobrze nareszcie zamieszkać w swoim nowym mieszkanku. Przyznam ,że też bym tak chciała ,ale u mnie to jeszcze daleka była droga do takiego luksusu. Najpierw praca, później w planie odkładanie na książeczkę mieszkaniową , a co dalej? Może lepiej za daleko w przyszłość nie wybiegać , bo dla mnie była ona jeszcze nie planowana .

Pamiętam ,byłam na ostatnim roku studiów. Umówiłyśmy się z Gienią w stołówce studenckiej. Miała pod pachą zwiniętą gazetę .

-Jak grzecznie zjesz obiadek to dam ci coś przeczytać - powiedziała ze skrzywionym uśmiechem.

No nie , moja ciekawość była silniejsza. Niespodziewanie wyrwałam czasopismo i nerwowo przerzucałam stronę po stronie. Żaden z nagłówków nie przykuł mojej uwagi.

-Grzecznie zjedz obiadek -powtórzyła koleżanka.

Była górą. Jadłyśmy , a moja ciekawość została okiełzana. Zeszłyśmy na inne tematy , tak że zapomniałam o sensacji.

- No to teraz masz , czytaj -powiedziała Gienia podsuwając niewielkie ogłoszenie.

Trudno mi dzisiaj je zacytować identycznie , ale miało ono taki sens.

Pokrzywdzeni przez oszustkę ,która wyłudziła od wielu rodzin pieniądze na mieszkanie i na wyjazdy zagraniczne , proszeni są o stawienie się na policji. Dotychczas potwierdzono wyłudzenie od kilku rodzin , ale wiadomo ,że jest ich znacznie więcej. W treści podano również imię i nazwisko oszukującej i poinformowano o aresztowaniu.

Na początku nie potrafiłam skojarzyć. Przecież to jest ktoś z ich rodziny. Rozumiem obcych ,ale tu na co liczyła?

- Czy powiadomiliście milicję - zapytałam?

- A po co - odpowiedziała Gienia. Przecież ona tego wszystkiego nie jest w stanie oddać. Zrobimy dodatkowy skandal w rodzinie , a pieniędzy i tak nie odzyskamy.

Marzenie o własnym mieszkaniu rozsypało się w gruzy w jednej chwili. Mnie przed oczami stanęła tylko bardzo ciężka , mozolna praca jej rodziców ich spracowane ręce .



Podziel się:

komentarze (24) | dodaj komentarz

Kolejne obrazki z minionych lat

wtorek, 25 maja 2010 15:05
 

Kolejne obrazki z minionych lat

 

Chronologii w moich wpisach nie ma i być nie może. Po pierwsze nie zawsze pamiętam co było wcześniej , a co później ,a po drugie różne zdarzenia , w różnej kolejności  , przez głowę mi przelatują.

Dzisiaj postanowiłam napisać ciąg dalszy do wpisu z 13 października 2007 roku. Wspominałam tam moją podróż do koleżanki ze studiów. Dojechałam wówczas pociągiem do nieznanej mi miejscowości , w której mieszkam obecnie od trzydziestu siedmiu lat i podróż  dalej miałam  kontynuować autobusem. Przede mną było 40 km. Po długiej przerwie  zajęłam miejsce przy busowym oknie i nastawiłam się na obserwacje okolic. Trasa wiodła głównie przez wioski, których wygląd wprawił mnie w zupełne osłupienie. Tak pięknych domków i willi nigdy na wsiach nie widziałam. Moje rodzinne okolice to głównie stare najczęściej zaniedbane domy . Tu wyraźnie dostrzegałam bogactwo rolników. Widać ,że nowe, bo z nowej cegły , ład i porządek w zagrodach, pełno kwiatów wokół. To nie jeden, dwa lub trzy domki. To wyraźna przewaga gęsto zabudowanych wiosek. Byłam pełna podziwu dla tak zadbanych terenów.

 Po kilkunastu kilometrach jechaliśmy piękną trasą przez las. Teraz postanowiłam troszkę zagłębić się w jakąś lekturę.

Minęło znów kilka kilometrów zanim podniosłam głowę i spojrzałam w okno. Tym razem szczęka opadła mi zupełnie. Wioski , a w nich chaty , dużo starych , drewnianych chat często pokrytych słomom. Gdzieniegdzie pojawiały się domki takie , które pozostawiliśmy kilka kilometrów za sobą , nowe i ładne , ale to była rzadkość . Tym razem bieda widoczna była gołym okiem. Jak później dowiedziałam się ,to często i podłóg zwyczajnych nie było , tylko gliniane klepisko .Szkoda ,że tego osobiście nie widziałam. Teraz mogłam w duchu sobie powiedzieć ,że wioski z moich okolic są znacznie porządniejsze. 

Nosa od szyby już nie oderwałam.

Końcowy etap podróży to najwyraźniej miesznina staroci z nowością. Nie brakowało również rozpoczętych lub zaawansowanych placów budów. Na naszych terenach nikt niczego nie budował. Tam własność prywatna była rzadkością  i chyba dlatego nie przykładano wagi do porządku na „cudzym".

Nareszcie moja podróż dobiegła końca . Bardzo serdeczne powitanie na przystanku z moją koleżanką i udajemy się do jej domu .

Domek Gieni należał do tych biedniejszych .Słomy na dachu nie było ,ale rozpadała się , najwyraźniej, ta biedna drewniano-gliniana chatynka. Jeden z narożników nie wytrzymał upływu czasu i rozlazł się na dwie części tak ,że do środka można było zajrzeć. Moja serdeczna przyjaciółka natychmiast zaczęła mi tłumaczyć ,że ratowanie tego nie wchodzi w grę bo właśnie  narożnik lada dzień będzie wyburzony , bo na tym terenie stanie nowy ,ładny , piętrowy domek. Rysunek już jest i jesienią roboty ruszą pełną parą. Najgorsza będzie zima do przetrwania , gdyż tylko kuchnia i jeden pokój będą służyły za całe mieszkanie. Wczesną wiosną prace ruszą dalej.

Kiedy po latach dociekałam dlaczego taka różnica w gospodarstwach i to jakby linią wyznaczył , otrzymałam jednoznaczną odpowiedź. Ta linia to granica między zaborem ruskim i pruskim , a i do Galicji też nie daleko było.

Miałam przed sobą żywy obraz historii.


Podziel się:

komentarze (20) | dodaj komentarz

Problemy

wtorek, 11 maja 2010 4:53

Problemy

Na początku roku przewidziałam zbliżajacy sie problem w naszej rodzinie.Miałam jednak ciągle nadzieję ,że może nas ominie.Niestety.Klamka zapadła.Nie potrafię pokonywać takich trudności.Małżonek jest dzieliejszy ,ale ja z córką załamane jesteśmy zupełnie.Jak to pokonać?Nie śpię po nocach.Nietypowa godzina wpisu mojej notki tutaj.Musi upłynąć trochę czasu bym mogła na spokojnie zrelacjonować sytuację.

Podziel się:

komentarze (24) | dodaj komentarz

Zbliża sie matura

poniedziałek, 26 kwietnia 2010 0:01
 

Zbliża się matura.

 

Dobrze ponad trzydzieści razy zdawałam maturę z matematyki. Mało tego, w maju zdawałam ją w kilku wydaniach. Matura dla klas piątych technikum ,matura dla klas czwartych liceum i matura dla wieczorówek. Każdego roku przed oczami stawała mi ta pierwsza, ta moja własna , ta przed którą najbardziej byłam zdenerwowana. Choć minęło od tego czasu bardzo dużo lat ,do dzisiaj pamiętam dokładnie wszystko. Pogodę , nastrój , omdlewania koleżanki , a później wyniki i ostatni dzwonek. Na apelu pani woźna ozdobionym w kwiaty dzwonkiem oznajmiła ,że dla nas dzwoni on już po raz ostatni. Zanim to nastąpiło troszkę potu należało wylać.

Dawno dawno  temu , tematy pisemnego egzaminu z języka polskiego były przewidywalne. Najczęściej przypadające rocznice były w nich uwzględniane. Zatem przed samym egzaminem przystąpiłam do pracy nad trzema problemami. Nie było wówczas żadnych pomocnych opracować oprócz podręcznika z którego korzystaliśmy na lekcji. Dzień przed maturą , piękna pogoda. Zabieram koc, kilka kartek, długopis ,  podręcznik i idę na zieloną trawkę w celu spłodzenia czegoś , co nos  wyczuwa. Zgodnie z umową przybywa na miejsce koleżanka z klasy i kolega z innej szkoły. Tematy wokół których mamy krążyć przez wszystkich jednogłośnie zaakceptowane. Zaczynamy . Zaczynamy i jakoś pierwsze zdanie nijak nie wychodzi. Co byśmy nie ułożyli  to nie za bardzo nam się podoba , na dodatek żarty i śmiechy zabierają bezcenny czas.

 Przez środek czystego nieba przesuwają się małe chmurki w kształcie kwadratów niczym czołgi. Widocznie jakiś komin periodycznie je wypluwa. Do dzisiaj widzę je dokładnie.

 Chyba po godzinie zaakceptowaliśmy pierwsze zdanie.. Dalej jakoś szło. Kolega był bardzo dobrym uczniem w swojej szkole. Koleżanka nie miała kłopotów w nauce , a ja nieskromnie powiem ,że miałam lepszą ocenę z języka polskiego od niej. Zatem silna grupa przystąpiła do pracy. Po kilku godzinach dzieło zostało ukończone. Późnym popołudniem każdy wrócił do swojego domu i tam przepisywaliśmy nasze wypociny. Zdecydowałam zrobić to na arkuszu takim ,na jakim będziemy pisać prace następnego dnia.

Sukienka czarna(obowiązkowo) z zamkiem na boku. Pod sukienką , na halce szeroki gumowy pasek , a na nim poprzyczepiane trzy wypracowania.

Koleżanka zdecydowała się na identyczne rozwiązanie.

Pamiętam jak wychodziłam z mieszkania , „Czerwone Gitary" informowały ,że „ Za rok znów matura"

Pamiętam również dokładnie ,jakby wczoraj, stoimy parami pod salą, a ja uświadamiam sobie ,że niczego nie umiem i nie ma szans bym zdała. Podniosła mnie na duchu mdlejąca koleżanka z innej klasy. Zrozumiałam ,że jest nas już co najmniej dwie. W kupie raźniej.

Losujemy miejsca i okazuje się  , że od Jadwigi , z którą wczoraj pracowałam , siedzę dosyć blisko.

Komisja odczytuje tematy. Strzał w dziesiątkę. Dwa tematy mamy. Trzeci , jak się później okazało , był w innym województwie.

Teraz tylko problem z wyciągnięciem ściągi o rozmiarach A4.Na dodatek trzeba rozsunąć zamek i te olbrzymie powtykane arkusze na ławce położyć , a tam oprócz nauczycieli to jeszcze chłopaki patrzą.

-Odwróć się - rozkazująco chociaż cicho krzyknęłam do jednego z ciekawskich. Nie rozumiał dlaczego zaczynam się rozbierać.

Szczerze mówiąc to nie wiem po co mi była potrzebna ta ściąga ,skoro poprzedniego dnia sama uczestniczyłam bardzo aktywnie w tworzeniu tej pracy. Nie mniej czułam się z nią lepiej.

Na samym początku nastąpiło krótkie spięcie między mną i koleżanką, bo ja zdecydowałam że wybieram historię teatru  , a ona niech weźmie Sienkiewicza, natomiast koleżanka mówiła dokładnie to samo zdanie. To znaczy ja mam popisywać się twórczością Sienkiewicza , a ona zainteresuje egzaminatora teatrem. Ani jedna, ani druga nie ustąpiła. Teatr wydawał nam się godniejszym i poważniejszym tematem. Obie piszemy to samo.

Na sali nastąpiła idealna cisza. Wszyscy w skupieniu przystąpili do pracy. Po dziesięciu minutach oderwałam na chwilkę głowę od kartki by wziąć krótki , relaksujący oddech. Rozejrzałam się po sali wypełnionej po brzegi .Pochylone głowy i śmigające po kartkach długopisy. Najwyraźniej stres minął , pozostał nastrój bardzo poważnego sprawdzianu wiedzy. Mój wzrok zatrzymał się na koleżance w sąsiednim rzędzie po prawej stronie. Ona zachowuje się zupełnie inaczej. Twarz sina, żółta i zielona. Wprawdzie pochylona nad kartką , ale nie pisze nic. Najwyraźniej nie ma pojęcia o czym pisać. Po mnie widzę, że nie ruszy z miejsca.

-Wanda -szepnęłam-dlaczego nie piszesz?

-Nic nie umiem  - odpowiedziała -nie mam pojęcia co pisać.

- A ściągę chcesz?- zapytałam.

Spojrzała na mnie z niedowierzaniem . Zupełne zdziwienie i reakcja jak na niespodziewany cud , w który nie zupełnie potrafiła uwierzyć.

-Mam Sienkiewicza -dodałam. Ja wybrałam teatr.

-Oczywiście ,że chcę. Usłyszałam radosną odpowiedź. Chociaż miałam wrażenie ,że dopóki nie dostanie do ręki , to nie uwierzy.

Sprawnie  przystąpiłam do wyciągania z mojej spodniej bielizny kolejne kartki arkusza A4.Teraz tylko kwesta podania by nikt z komisji nie zauważył.

Obserwowałyśmy uważnie tych co obserwowali nas. Nareszcie uznałyśmy ,że taka chwila nastąpiła i ściąga trafiła do Wandy. Jeszcze tylko głęboki oddech , natychmiastowa zmiana koloru jej twarzy i Wanda przystąpiła intensywnie do pisania.

Moje poczynania bacznie obserwowała Jadzia. W dwóch zdaniach potwierdziłam to , co na własne oczy widziała. Najwyraźniej zaakceptowała moja decyzję , mało tego , postanowiła oddać swoją zapasową pracę koledze , który siedział w rzędzie po jej lewej stronie.

Spojrzałam na niego. On inaczej reagował na swoją niewiedzę. Nerwowo rozglądał się po całej sali szukając nie wiadomo gdzie ratunku. Kiedy dowiedział się ,że twórczość Sienkiewicza zaraz do niego spłynie , ucieszył się tak bardzo , że niemal podskakiwał na miejscu.Za chwilę w spokoju przystąpił do analizowania naszych wypocin.

Teraz spokojnie przystąpiliśmy do dalszej pracy. Ulepszałam i zmieniałam jeszcze wcześniej przygotowany materiał. W spokoju dokończyłam kilkustronicowe dzieło. Pozostało tylko czekać na wyniki.

A wyniki też dokładnie pamiętam. Ja dostałam ocenę dobrą. Jadwiga , Wanda i kolega z klasy otrzymali ocenę dostateczną .Kolega z technikum zdecydował się na pisanie o Sienkiewiczu. Otrzymał ocenę dobrą.

Teraz po latach , dzięki naszej klasie , kilka osób stawiło się na wspólnym spotkaniu. Ponieważ ja je organizowałam  więc wiedziałam, że Wanda na nie przybędzie. Uświadomiłam sobie wówczas ,że ona mi nie podziękowała .O nie - pomyślałam-zaraz się upomnę.

W zeszłym roku po raz drugi meldujemy się u koleżanki w górach, która prowadzi gospodarstwo agroturystyczne. Dla wielu było to pierwsze spotkanie. Witamy się serdecznie i w śmiechach przedstawiamy od nowa. Niestety , po tylu latach twarze uległy znacznym zmianom. Wanda wita się ze mną  bardzo serdecznie. Nie poznałam jej .Zresztą nie tylko jej.

- Ulka- usłyszałam- Ja przede wszystkim bardzo chciałam ci podziękować za tę ściągę z języka polskiego. Bardzo serdecznie ci dziękuję. Nie wiem dlaczego wcześniej tego nie zrobiłam ,ale nerwówka i w ogóle. Jeszcze raz dzięki.



Podziel się:

komentarze (31) | dodaj komentarz

sobota, 31 lipca 2010

Licznik odwiedzin:  625 935

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

coś co minęło , ale i na bieżąco też troszkę

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 24.07.2010 15:32:58
  • autor: arkadia
  • treść: Bardzo ciekawy blog,...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 23.01.2010 19:31:54
  • autor: jojoanna
  • punkty: 100
  • treść: Bardzo fajny bloog.N...