No tak, bo wokół nas ciągle się coś dzieje. Dobre wieści przeplatają się z nieciekawymi i każde nadają się do uwiecznienia właśnie tutaj.
Może dzisiaj ,ponownie ( bo niedawno to robiłam) zacznę wychwalać osiągnięcia techniki.
Skupię się na dobrodziejstwie internetu.
Wam , rodzinko blogowa , o tym dobrodziejstwie nie muszę pisać . Tylko ,że ja tu zachwalę nie naszą twórczość , ale dużo praktyczniejszą stronę. Chodzi mi o wszelkie opłaty dokonywane przez internet. Korzystam z tego udogodnienia już od dwóch lat i nachwalić sobie tego nie mogę.
W jednym z banków(nie powiem w którym , bo ta reklama byłaby charytatywna) mam założone konto. Jeżeli stan oszczędności przekracza pewną kwotę , to wszelkie operacje wykonuję za darmo. Zatem nie muszę wyjeżdżać na miasto, stać w kolejce , opłacać za przelew , tylko siadam sobie przed komputerem i bardzo prosto dokonuję operacji.Za światło , za gaz, za telewizje kablową , za wodę za telefon , podatki , inne należności i jak komuś na konto osobiste trzeba wpłacić -wszystko ta moja cudowna skrzyneczka pokornie wykonuje.
Mój małżonek( stereotyp) uważa ,że najbezpieczniej na poczcie lub gdzieś w banku ,ale w końcu i tak ja po swojemu rachunki reguluje.W tym roku wróciliśmy z dłuższego urlopu. Cały stos papierków informujących o opłatach. W tym aż trzy upomnienia.
Jedno to kablówka. Biedacy nie mogą się doczekać ,kiedy ich konto zasilę ,choć to chyba najbogatsza firma w naszym mieście. Nie ma mnie, nie oglądam telewizora , ale przerwać wczasy powinnam i uzupełnić luki w ich nadszarpniętym przeze mnie budżecie.Drugie upomnienie to z gazowni. No nie .Tu oni sami „nagrzebali”. Przesyłają rachunek raz na właściwy adres , a innym razem na ten ,gdzie od dwóch lat nie mieszkam. Skąd ja mam wiedzieć ,że tam właśnie na mnie czeka nie uiszczona opłata.
Trzecie ponaglenie to RTV.A ja osobiście ,na własne umyte uszy, słyszałam jak pan Tusk powiedział ,że emeryci nie płacą już w tym roku abonametu telewizyjnego. Obiecanki, cacanki.Zasiadłam przed komputerem.
Rozpoczęłam dobrze znane mi operacje .
Małżonek przez telefon podyktował mi kwotę(wraz z odsetkami) za RTV.To ostatnia z wykonywanych operacji.204 zł.
Nacisnęłam ,skrupulatnie przepisałam nr konta i zatwierdziłam.
Szczęśliwym trafem ,coś mnie tknęło, że spojrzałam na ostateczny stan i zdębiałam. Zginęło mi 2000 zł. Ekspresowa myśl mi przyszła do głowy ,że ja zamiast 204 zł ,nacisnęłam 2004zł.
Oczywiście , że tak zrobiłam.
Teraz trzeba było wszystko odkręcić.
Najważniejsze ,to by nic nie mówić mojemu Ślubnemu ,bo będzie do końca mojego życia , a może jeszcze nad moim grobem nieudacznictwo wypominał. Tego nie da się znieść. Rozpocznie się: a nie mówiłem ,że nie przez internet.......... i końca nie będzie.
Biorę sprawę tylko w swoje ręce i dzwonię do banku. Niestety ,jak zatwierdziłam ,to tu nic nie pomogą.
Następny telefon do samej Bydgoszczy . Tłumaczę swoje roztrzepanie i uprzejmy głos informuje mnie ,że niezbędny jest list ,na podstawie którego wrócą mi nadpłaconą kwotę.
Piszę pismo polecone i pędem na pocztę. Wszystko załatwione. Ślubny nigdy się nie dowie. Stan konta wróci do normy i wszystko będzie ok. Cicho sza.
Na drugi dzień informuję małżonka ,by zadzwonił do gazowni ,niech raz ustalą mój adres i niech na właściwy o należnościach powiadamiają.
Za dwadzieścia minut dzwoni mój Ślubny i mówi mi bym wzięła sobie krzesło i usiadła wygodnie.
-O co chodzi? –pytam
No i dowiaduje się : w gazowni został poinformowany , że wpłynęła do nich kwota 2004 zł tylko nie wiedzą dlaczego aż taka wysoka , a tym bardziej nie wiedzą dlaczego jest zaznaczone ,że jest to opłata za RTV.
Czy ja już żadnych tajemnic w tym domu mieć nie mogę?
Mój umysł przyjął to za pewnik, że wszystko co nas otacza, wszystko co robimy , wszystko co wokół nas się dzieje ma swój cel. Może nie raz nie potrafię wyjaśnić jaki cel , ale nie potrafię myśleć o innej ewentualności. Mało tego, cały czas dążę do potwierdzenia mojej filozofii życia.
Kiedyś ktoś zadał pytanie po co ludzie plotkują.
-Nie wiem -odpowiedziałam.
Dzisiaj inaczej bym to skomentowała. Poprzez plotkowanie przekazuje się pewne spostrzeżenia, ostrzeżenia , dostrzega się reguły postępowania i odstępstwa od reguł.
Czym jest pisanie i czytanie blogów? Miedzy innymi jest to rodzaj plotkowania , który oprócz przyjemności coś jeszcze ze sobą niesie.
Może przejdę do zasadniczego wątku.
Najpierw powołam się na moje plotkowanie 25 czerwca 2007 roku. Kto towarzyszy mi przez ten okres , to przypomnę ,że tego dnia opisywałam sąsiadów ,którzy podstępnie przejęli mój ogródek. Bolesne to było doświadczenie ,ale czegoś nauczyło.
Szkoda ,że wówczas nie dzieliłam się tym problemem z najbliższą rodziną. Jakoś tak się składało , że rozmowy telefoniczne przebiegały na inne tematy , a odwiedziny też należały do rzadkości.
Może przejdę do rzeczy:
Moja mama ma 83 lata. Po wojnie dziadkowie osiedlili się, wraz ze swoimi córkami, na terenach odzyskanych.Dziadek został zawiadowcą stacji , zamieszkał z rodziną na dworcu kolejowym .Kilka domków wokół zajmowali ludzie również zatrudnieni na kolei .Każdej rodzinie został przydzielony ogródek , za który kolej nie pobierała opłaty. Wśród nich był nasz ogródek. Rosły w nim smaczne śliwy, wiśnie , a szczególnie pamiętam jabłoń .Była tak szczepiona ,że część drzewa owocowała smacznymi jabłkami ,dużymi , soczystymi , a część zupełnie inną odmianą.Porzeczki ,duuuużo porzeczek, maliny , agrest i wszelkiego rodzaju warzywa.Dziadek ustawiał w ogrodzie altanki. Jak jedna podupadała to następną w innej części ogrodu umieszczał.
Mijają lata. Odeszli dziadkowie , odszedł mój tata , odeszli już na zawsze wszyscy znajomi, którzy nas odwiedzali. Przy stole imieninowym ciągle ubywało przyjaciół moich rodziców i teraz mama została sama .Pewnie ,że ma dzieci ,ale jak twierdzi, brakuje jej tych ludzi , z którymi inaczej rozmawiało się na niektóre tematy.
Jeszcze dwa lata temu żył sąsiad ,który miał około 90 lat i bardzo dobrze „się trzymał”. W pogodniejsze dni siadali oboje z mamą na ławeczce w naszym ogródku i godzinami wspominali dawne czasy. Teraz jego zabrakło ,a mama brała ze sobą radio i w ogrodzie czas spędzała.
Brat późno wraca z pracy toteż na prace ogrodowe nie ma czasu , ale sąsiad bardzo życzliwy przy uprawie ogrodu pomagał.Zawsze zgodnie z umową miał zapłacone i nigdy na prośbę nie odmówił.
-Złota rączka –tak go mama nazywała, bo i za drobną opłatą coś przykręcił coś naprawił.
-Ludzie z wiary jehowej (nie wiem jak się pisze) są bardzo życzliwi , a ten sąsiad jest naszym najlepszym sąsiadem – stwierdził brat.
W tym roku ogród we władanie przekazała mama mojemu bratu .On oczywiście nie ma czasu na grządki, ale bardzo się ucieszył ,bo drzewka owocowe i trawka będą przyjmowały gości często w niedzielę ich odwiedzających. Zakupił kosiarkę spalinową , a od rodziny nieżyjącego sąsiada nabył jeszcze jego ogród. Tam to pracy musiał włożyć dużo. Rozpadające się komórki pousuwał. Teren oczyścił i z dużą energią wziął się za zmiany w naszym ogrodzie.Mama teraz tylko z radiem na ławeczce chętnie siedziała.
W lipcu byłam w domu rodzinnym. Przy samym przywitaniu zrozpaczona mama informuje mnie ,że nie spodziewała się ,że na to ludzi stać
-Na co? –pytam
Otóż ten najlepszy sąsiad poszedł do gminy i wykupił swój ogród, nasz ogród i jeszcze ten co brat dokupił wiosną.
-Jak to się stało? Przecież używaliśmy go ponad 60 lat?
Teraz mama mi , z ubolewaniem ,opowiada.Kolej przekazała ziemię gminie nikogo o tym nie informując , a gmina postanowiła sprzedać. Ta informacja do mojej rodziny nie dotarła. Życzliwy sąsiad wykupił wszystko już jesienią(identycznie jak u mnie) i czekał spokojnie do wiosny. Obserwował nawet jak brat porządki robi .Może nie miał odwagi , a może to jeszcze jedno świństwo ,by wykorzystać czyjąś pracę na nabytym kawałku ziemi. Ja stawiam na tą drugą opcję.Pewnego dnia ,gdy brat był w ogrodzie ,pojawił się jego nowy właściciel i nowinę mu przekazał.
Brat do dzisiaj nie umie z tego się otrząsnąć. Mama za każdym razem mi mówi ,że teraz nie ma gdzie wyjść i gdzie usiąść. Bardzo to przeżywa. Nawet prośba by to odsprzedał nie skutkowała.
Opowiadałam o niemal identycznym zdarzeniu u mnie , ale mama stwierdziła ,że to przed niczym by jej nie ustrzegło ,bo nie potrafiła sobie wyobrazić ,że ma takich sąsiadów.
Dzisiaj wróciliśmy z dwudniowej wycieczki w góry. Popatrzyłam na nasz ogród, który już nie jest nasz. W tyle płot przewrócony, drzewka przycięte. Coś w gardle ścisnęło.
Jedynie tyle mogę stwierdzić , że mój wpis z czerwca ubiegłego roku mógł być skutecznym ostrzeżeniem.A może jeszcze osiągnie cel ostrzegając innych czytających?
piątek, 12 marca 2010
Licznik odwiedzin: 529112
| « wrzesień » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | |||||
coś co minęło , ale i na bieżąco też troszkę
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: